Primal Lenormand – Gra Nadziei

Długo zwlekałam z opisem tej talii, pomimo, że były to moje pierwsze kupione Lenormandy (wcześniej używałam kart ściągniętych od Carrie Paris, o czym piszę w poradniku o darmowych kartach). Primal Lenormand to przedruk oryginalnych kart służących do gry noszącej wdzięczną nazwę „Gra Nadziei”.

Gra Nadziei – pierwsza talia Lenormand

Dzięki uprzejmości Muzeum Brytyjskiego w Londynie od 2014 roku możemy zakupić w sklepach „Primal Lenormand” – reprodukcję kart pochodzących z 1799 roku. Jak wieść niesie, karty te zaprojektował pochodzący z Niemiec Johann Kaspar Hechtel. Zajmował się on wytwarzaniem zabawek oraz gier familijnych (więcej o tym piszą m.in. Tali Goodwin i Marcus Katz, których książką ostatnio się zachłysnęłam). Gra Nadziei uchodzi za pierwowzór kart Lenormand i była jedną z wielu gier, którą oferował swoim klientom Hechtel. Poza nią stworzył jeszcze dwie moralizatorskie gry oraz jedną typowo towarzyską nazwaną przez niego „Pandora”. Goodwin i Katz jak na razie nie doszukali się żadnego związku Hechtela ze światkiem ezoterycznym.

przykład kart z talii primal lenormand

Zdjęcie: archiwum własne

Do talii dołączona jest mała książeczka będąca przedrukiem oryginalnej instrukcji do gry, muszę się jednak przyznać do pewnego nieszczęcia – zapodziałam ją. Prawdpodobnie zaginęła podczas mojej przeprowadzki i bardzo ubolewam nad tym faktem, gdyż zawarte tam informacje mogłyby mi się przydać do pisania niektórych tekstów na blog i zgłebienia historii Lenormand. Ponoć już na początku swego istnienia zawierała część, która mogła wskazywać na możliwość użycia tych kart do prostego przepowiadania przyszłości (wtedy bardziej na zasadzie luźnej zabawy niż rozbudowanego systemu dywinacji). Książeczkę postaram się odzyskać albo w cudowny sposób zdobyć kolejną, a tymczasem opowiem co nieco o samych kartach z punktu widzenia przeciętnego fana kartomancji i Lenormandów.

Symbole na kartach

Symbole na kartach są dokładnie takie same jak w późniejszych wersjach typu Piatnik czy Niebieska Sowa. Oczywiście różnią się sposobem namalowania, ale tak po za tym pojawiają się te same przedmioty, zwierzęta i postacie. Pod tym względem nie ma żadnego zaskoczenia. Drobiazgami, które mogą mieć wpływ na odczyty jest brak zaznaczonej ciemnej i jasnej strony Chmur (niektórzy wróżbici korzystających z Lenorek biorą to pod uwagę). Rózgi natomiast, będące pęczkiem witek z widocznymi plamami krwi mogą się w pierwszej chwili mylić z Bukietem. Park wygląda jak recydencja otoczona bujnym ogrodem i można go wziąć za kartę Domu. Jest kilka interesujących detali jak fakt, że na karcie Drzewa mamy trzy drzewka, albo serce jest takim niemal realistycznym sercem z uciętą aortą.

U góry pojawiają się oznaczenia kart klasycznych –  po prawej takie, jakie znamy w Polsce, tj. kiery, piki, trefle i kara z tradycji francuskiej. Po lewej natomiast znajduje się tradycja niemiecka, zawierające czerwienie, wina, dzwonki i żołędzie.

Czy ta talia jest… ładna?

Powiedzmy sobie to wprost: istnieli już wiele wieków wcześniej artyści o znaczenie większym kunszcie, a rysunki użyte w Grze Nadziei sprawiają (prawdpodobnie słusznie) wrażenie tanich szkiców. W sumie, nic dziwnego, jeśli była to faktycznie zwykła i właśnie tania gra. Postacie nie mają szczególnie zaznaczonych rysów twarzy, buźki rysowane są raczej na zasadzie kropek i kresek w miejsce oczu i ust. Do kolorowania użyto farb wylewających się często poza narysowany tuszem kontur, a linie proste, widoczne choćby w ramkach wokół kart klasycznych, nie zawsze są takie proste – widać, że na każdej pojedynczej karcie rysowane były od nowa z użyciem stalówki i linijki.

Panuje tutaj bezlitosny minimalizm i nie zobaczymy tutaj czegoś takiego jak TŁO, nawet w postaci niebieskiej plamy, która mogłaby sugerować od biedy istnienie nieba. Symbole zwykle albo stoją na kępce zielonej trawy albo zwyczajnie lewitują w powietrzu. Ma to swoje plusy – obrazki są absolutnie przejrzyste. Byłyby idealne do Wielkiej Tablicy, gdyby nie…

…Wielkość kart

Karty są… wielkie. Mają dokładnie 8 na 11 centrymetrów. Wiem, że jest wielu fanów dużych kart. Wyobrażam sobie, że świetnie pasowałyby do męskiej ręki. U mnie nie sprawdzają się w ogóle i jest to powód, dla którego kart używam rzadko (a szkoda, bo były otrzymanym od lubego prezentem). Na zdjęciu widać, że karty nie mieszczą mi się w dłoni. Podczas tasowania mam kłopot z ich złapaniem.

prezentacja wielkości kart

Zdjęcie: archiwum własne

Rozmiar tych kart nie zrobi może takiego wrażenia, jeśli ktoś robi rozkłady po 3 lub 5 kart. Kłopotliwie zaczyna być przy Wielkiej Tablicy – być może konieczne będzie rozkładanie jej na podłodze, ponieważ zabierze nam ona bardzo dużo miejsca.

Papier

Jest świetny! Kartoniki są sztywne i półmatowe. Z czasem brzegi oczywiście i tak się nam wytrą, wygląda jednak na to, że dopóki ktoś nie ma takich dziurawych rąk jak moje i nie powoduje ich fruwania na wszystkie strony, to kartami będzie się cieszył przez naprawdę długi czas.

Na zakończenie

Czy kupować? Szczerze to… niekoniecznie. Ja wiem, że to talia ważna z przyczyn historycznych, niemniej jednak nie jest to talia, który jest absolutnym „must have”, zwłaszcza na początek. Komu więc polecę? Po prostu tym, którym się spodobała. Osobom lubiącymi duże karty. Fanom starych ilustracji. Ciekawym historii kart Lenormand. Te, które pokazuję tutaj można spokojnie dostać w polskich sklepach za około 60 złotych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *