Historia kart

Mam dla Was kolejne tłumaczenie fragmentu z anglojęzycznej książki, tym razem mówiące o tym, jaka była historia kart wróżebnych.

Oczywiście ten krótki tekst nie wyczerpuje tematu. W żadnym wypadku! Jest to temat bardzo złożony i mógłby stanowić temat niejednego opasłego tomiszcza. Jeśli tylko macie chęć podzielić się swoją wiedzą, czujcie się zaproszeni do pisania komentarzy. Jeśli chodzi o przekład, starałam się go dokonać możliwie wiernie. Moje komentarze zobaczycie w formie przypisów oznaczonych kursywą. Inny fragment z tego samego źrodła znajdziecie w notce dot. znaczenia karty Wieży. Miłego czytania!


Odkrycie w kartomancji

Zanim zaczniemy nasze ćwiczenia praktyczne, chcieliśmy wam powiedzieć coś niezwykle istotnego o kartomancji, historii Lenormand czy Tarota. To może całkowicie odmienić sposób, w jaki myślicie o kartach, a do tego jest bardzo proste. Pierwotnie karty same w sobie nie posiadały żadnych znaczeń.

Musimy to powiedzieć jeszcze raz: karty nigdy niczego nie oznaczały. Dla historyków to rzecz oczywista; jednak dla tych z nas, którzy czytają karty może to być odrobinę trudne zmienić swoje poglądy, zwłaszcza jeśli ktoś spędził całe swoje życie ucząc się znaczeń kart. Rzućmy jeszcze raz okiem na tę rewelację i zobaczmy jak to wpływa nie tylko na to, w jaki sposób myślimy o swoich kartach – i jak Lenormandy i inne karty dopasowują się do tradycji – ale także na to, w jaki sposób je czytamy.

Odrobina historii

Długo przed pojawieniem się kart Lenormand i tarota, ludzie mieli bzika (podobnie jak dzisiaj na punkcie Lenormand) na punkcie czegoś, co nazywano księgami przepowiedni. Te wróżebne książki zawierały w sobie rozmaite wiersze, które stawiały jednocześnie pytania i dawały odpowiedzi dla wszelkich strapień. Do konsultacji używano różnych sposobów: rzucając kostką, pociągając sznureczki przytwierdzone do stron, kręcąc papierowym kołem dołączanym do książki, podając liczbę liter w czyimś imieniu i, oczywiście, za pomocą wyciągania kart.

Należało wtedy sprawdzić odpowiednią część tekstu, która często prowadziła (trochę jak współczesne książki typu „wybierz swoją własną przygodę”*) do rozgałęziających się ścieżek wersów i przepowiedni, opartych na dalszym połączeniu losowych rzutów kostką oraz twoich świadomych wyborów.


*Chodzi tutaj o tzw. gry paragrafowe, które zawierają rozgałęziającą się fabułę. Czytelnik dokonuje wyboru co do dalszej akcji i poczynań głównego bohatera, po czym przechodzi do czytania odpowiedniego paragrafu. Doprowadza to do różnych zakończeń. Więcej na ten temat na Wikipedii lub Światczytelnikow.pl – przyp. tłum.


Te książki były tak popularne, że nawet słynny Thomas More i William Lilly przetłumaczyli jedną z nich z języka włoskiego około 1500 roku. Była to „Libro delle Sorti” (1474) autorstwa Lorenzo Spiriti.

Podobna księga przepowiedni znajduje się w bibliotece The Royal Society w Londynie, którą Marcus odwiedził w zeszłym roku. Jest to „Triompho di fortuna” (the Triumph of Fortune) napisane przez Sigismondo Fanti, opublikowane w Wenecji w 1527 roku. Książka jest pełna niesamowitych rycin. Niektóre z nich posiadają podobieństwo do obrazów na kartach tarota.

ręcznie narysowany król kierowy

Zdjęcie i rysunek: archiwum własne

Wraz ze wzrostem ich popularności, od wczesnych lat szesnastego wieku zaczęły się ukazywać angielskie odpowiedniki wspomnianych ksiąg. Jedna z oryginalnych książek – którą pojechaliśmy zobaczyć rok temu – zawierała pytania o to, czy dziecko będzie obowiązkowe albo czy umrze się w biedzie czy bogactwie. Inne pytania są  bardziej osadzone w realiach tamtych czasów, tak jak „w jaki rodzaj bydła, zwierząt lub drobiu najlepiej inwestować?”. To ciekawe, że te książki nawet wybierały pytanie tak samo dobrze jak odpowiedź, robiąc z tego trochę rodzaj gry towarzyskiej**.


**Autorzy piszą tu o „parlour games”, dosł. grach salonowych, popularnych wśród śmietanki towarzyskiej w Wielkiej Brytanii i USA w czasach ery wiktoriańskiej. Często opierały się na szaradach lub zagadkach logicznych. Źródło: Wikipedia. – przyp, tłum.


W miarę upływu czasu pytania, wiersze i odpowiedzi zostały umieszczone obok kart do gry, którym przypisano konkretną ścieżkę przepowiedni. To tylko kwestia czasu, by ludzie uprościli całą metodę (komu się chce kupować wielką książkę, podczas gdy potrzebujesz tylko małego stosiku kartoników?) pisząc skrócone opisy na zestawie kart. Po za tym, stawało się coraz bardziej oczywiste, że lepiej mieć mały obrazek na kartach, by było łatwiej z interpretacją!

Z biegiem czasu karty zostały z jednym znaczeniem, jednym obrazkiem, jednym zestawem interpretacji.

Jak widzimy, nie taki był jednak ich początek – pierwotnie były kluczami do otwarcia odrębnych, książkowych wypowiedzi, mapami na ścieżce i zestawem przepowiedni. Kiedy czytamy karty do gry, nie posiadają one znaczeń, ukierunkowują nas jedynie na możliwe wyrażenia i interpretacje. Kiedy czytamy Tarota, ma on swoje „tradycyjne” znaczenia.
Lenormand stanowi pomost pomiędzy tymi dwiema fazami – karty nabierają sensu dopiero, kiedy zostają ułożone w rozkład i w tym samym czasie posiadają kilka ograniczonych i stałych przekazów, dla przykładu kotwica jest symbolem nadziei i wiary. Przy naszych Lenormandowych odczytach musimy o tym wspomnieć jeszcze raz: karty są kluczami, nie drzwiami.

A teraz pozwólcie nam iść dalej, weźcie te klucze… i otwórzcie drzwi.


Źrodło: „Learning Lenormand: Traditional Fortune Telling for Modern Life” Marcus Katz, Tali Goodwin, zakupiona na luckybooks.online
Fragmenty książki dostępne na books.google.pl


Masz uwagi odnośnie powyższego tłumaczenia? Napisz komentarz! Możesz się także ze mną skontaktować przez Facebooka lub e-mail: KONTAKT


 

1 Comment

  1. Bardzo ciekawy wpis i trochę inaczej przedstawiający historię kartomancji, a jak było naprawdę chyba nigdy się nie dowiemy, ale warto poznawać różne wersje, by poszerzać własne horyzonty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *